Głogówek Online
 
24 | 11 | 2017
Pan Józef z naszego miasta Drukuj
Historia - Sylwetki
Autor: Michał Cuber   
Czwartek, 02 Październik 2014 07:45

Józef RakPisząc te słowa, chciałbym przybliżyć czytelniko­wi nietuzinkową postać pana Józefa Raka, który mieszkał przy ulicy Piastowskiej 54 w Głogówku. Współpracowałem z nim przez blisko 30 lat i często mogłem przekonać się osobiście o jego pracowitości i ogromnym zaangażowaniu w prace na rzecz naszego miasta. Pan Józef pozostawił wiele śladów swojej szlachetnej działalności.

Pochodził z podgłogóweckiej wsi - Leśniki (ur. 1.01.1923). Jego rodzice, matka - dosyć puszysta pani Julia i skromnej postury ojciec Antoni, byli „twórcami” dosyć pokaźnej rodzinki, składającej się z jednej dziewczynki o imieniu Anna i siedmiu chłopców, kolejno - Jana, Alojzego, Teodora, Antoniego, Józefa (nasz bohater), Alfonsa i Leona. Familia Raków utrzymywała się z małego gospodarstwa rolno-ogrodniczego, produkującego warzywa i owoce. Część produktów sprzedawano na czwartkowych jarmarkach w Głogówku lub odsprzedawano handlarzom z Górnego Śląska. Młody Józef uczęszczał do Szkoły Podstawowej w Leśnikach, której jedynym nauczycielem, a zarazem dyrektorem był znany w okolicy pan Paweł Turke. Pod jego opieką, uczyło się przeciętnie około 30 uczniów, podzielonych na grupy wiekowe, obejmujące klasy 1-8. (Dla starszych Głogówczan przypominam, że pan Paweł Turke był dziadkiem pana Krystiana Wyciska - właściciela dzisiejszego hotelu „Salve” w Głogówku).

Opisując dzieje pana Józefa, należy wspomnieć, że po skończeniu nauki zawodu mechanik-ślusarz, jako młody wojskowy został wysłany do miasta Kirkenes, leżącego w pn-wsch. części Norwegii. Służył tam jako mechanik lądowy na lotnisku do 1944 roku. O tym małym miasteczku, znanym głównie jako największy norweski ośrodek wydobycia żelaza, pan Józef często wspominał. W mieście tym, poznał kilku młodych Norwegów, którym pomógł (dzięki swoim technicznym zdolnościom) zreperować studnię głębinową, za co uzyskał ich przychylność i został nawet zaproszony do wspólnego spędzenia Świąt Bożego Narodzenia. Znajomość ta trwała do końca wojny.

Po powrocie do swoich rodzinnych Leśnik, czekało go mnóstwo pracy, po zniszczeniach wojennych. Pracował w cegielni przy ulicy Piotra Skargi jako główny mechanik, utrzymywał zakład „na chodzie”. Po kilkunastu latach przeszedł do Spółdzielni Wielobranżowej „Ogniwo”, która mieściła się przy tej samej ulicy, a następnie pracował w POM-ie, przy ulicy Fabrycznej jako majster. Pracę zawodową zakończył w tychże halach, które zostały przekształcone na zakład produkcji tapet - „TAPEX”.

Okres naszej znajomości, pana Józefa i mojej, rozpoczął się w 1961 roku, kiedy to często, w swoim małym, przydomowym warsztaciku reperował starą Zastavę mojego ojca - Tomasza. Naprawiane były tam Syrenki, Moskwicze, Warszawy, Wołgi, Trabanty i inne stare „karoce”. „Konsultantami i doradcami” jego byli zaprzyjaźnieni panowie z ulicy - Nohl i Globisz oraz Czesław Leś, z Zakładów Roszarniczych.

Poza naprawą samochodów pan Józef zajmował się metaloplastyką. Na swoim stuletnim ambosie wykuwał kraty, wysięgniki, lampy, i tym podobne elementy ozdobne. Podczas renowacji budynku klasztoru oo. Franciszkanów zrekonstruował bramy - prowadzącą na dziedziniec klasztorny i do kościoła. Jego dziełem był również parkan otaczający Boży Grób i teren zamkowy. Jako członek Towarzystwa Miłośników Głogówka wykonał wiele prac ozdabiających kamienice naszego miasta, min: budynek pana Zygfryda Czaunera - fotografa, sklepu mięsnego GS-u, jak również Banku Spółdzielczego, Delikatesów, herb na fasadzie apteki państwa Kłuskiewiczów, i przyległych kamienic ulicy Zamkowej. Podczas ratowania zabytkowych budynków - Oberży przy ulicy Pasternik, Baszty przy ulicy Słowackiego, Muzeum i siedziby hotelu PTTK w Zamku, przywrócił do pierwotnego stanu drzwiczki do pieców kaflowych, usprawnił zamki, dorabiał klucze, wykuwał kosze do kominków, lampy, przyległe ogrodzenia. Przy wejściu na cmentarz od strony ulicy Piastowskiej znajduje się brama z napisem „Memento Mori”, również wykonana przez niego.

Pan Józef wyniósł z domu rodzinnego zamiłowanie do pracy na roli. Zajmował się w swojej przydomowej szklarni hodowaniem krzaków magnolii, bardzo trudnych do uzyskania na naszych glebach. Opowiadał o moczeniu ziarna, jego zamrażaniu w lodówce w odpowiedniej temperaturze i w przygotowanej ziemi - rozsianiu. Ponadto, corocznie przygotowywał kilkaset litrów wina z tarniny, które rozdawał przyjaciołom i różnym smakoszom tego trunku, których na terenie głogóweckim nie brakuje. Sam bardzo rzadko korzystał z właściwości leczniczych swojego wyrobu.

Również różdżkarstwo nie było mu obce. Pamiętam, że sam korzystałem z jego wskazówek przy meblowaniu mojego domu.

W latach 80-tych, często wykonywałem tarcze zegarów kościelnych. „Werk” zegarów usprawniał pan Rak. Podczas prac w kościele w Solcu, trudno było uruchomić zegar. Dopiero wiedza mistrza Józefa pozwoliła trafić na kamień polny, który leżał w wieży kościelnej, a przeznaczony był pierwotnie jako napęd do zegara. Pamiętam, jak powiedział wówczas: „Dawniej ludzie nie byli takimi tumanami - wszystko miało swoje miejsce i przeznaczenie”.

Pan Józef i jego małżonka Maria, wspólnie spędzili młodość w Leśnikach, tylko, że po przeciwległej stronie rzeki Osobłogi. Ślub zawarli w pięknym barokowym kościółku w Mochowie-Paulinach w 1954 roku. Dochowali się córki Marysi i syna Henryka, który przejął posiadłość rodziców i wspólnie z żoną Krystyną, rozbudował rodzinny dom. Z rzemieślniczego fachu ojca, Henrykowi pozostała radość wykonywania wszystkiego samemu, mimo, że z zawodu jest fizykiem, a ponadto, może „rozkoszować się” naszymi pociechami prowadząc zajęcia z fizyki i matematyki w Szkole Podstawowej nr. 3. Córka Marysia założyła własną rodzinę i wspólnie z mężem Konradem Morawcem mieszka na Winiarach.

Ten człowiek z moich rozważań jest postacią, którą trudno zaszeregować lub porównać z kimkolwiek z naszego głogóweckiego otoczenia. Mawiał często: „Bądź specjalistą w tym, co robisz zawodowo, ale postaraj się znać trochę na wszystkim”. Jego odejście w 1996 roku było stratą nie tylko dla rodziny, ale również Głogówek utracił prawdziwego miłośnika, przyjaciela i gospodarza grodu.

Cieszy mnie bardzo, że znałem pana Józefa. Na pewno ludzi oddanych naszej małej ojczyźnie jest więcej, ale jeszcze nie są nam znani. I Ty Czytelniku, nie bądź jednym z tych, którzy cichcem przemykają przez życie, nie dając od siebie, z siebie - niczego nikomu.

P.S. Dziękuję Rodzinie i pani Heldze Wycisk z Solca za wiadomości o panu Józefie. 

Artykuł pochodzi z Rocznika Głogóweckiego "Portret 2000". Publikacja w Głogówek Online za zgodą Towarzystwa Miłośników Głogówka.

Zmieniony: Czwartek, 02 Październik 2014 08:18
 
Podobne artykuły: