Głogówek Online
 
27 | 05 | 2017
Wspomnienia o Dziadku Urbanie Drukuj
Historia - Sylwetki
Autor: Aleksandra Kijaczko   
Środa, 04 Wrzesień 2013 21:53

Rafał Urban, zdj. ze zbiorów Muzeum Regionalnego w GłogówkuPlany związane z wydaniem „Portretu” zachęciły mnie do napisania artykułu o Rafale Urbanie. Lecz stając przed tym zadaniem, popadłam w przerażenie, bo cóż takiego nowego ja mogłabym napisać. Nie jestem polonistą, czy językoznawcą, by od tej strony postrzegać utwory Urbana. Nie należę również do kręgu znajomych Urbana (gdyż mój wiek na to nie pozwala) by móc napisać o jednej z przygód związanych z pisarzem. Mogłabym być jedynie „przyszywaną wnuczką” Rafała Urbana, którą zainteresowało i zafascynowało pisarstwo Dziada - Niewiada. Dlatego chciałabym napisać artykuł, który w większej swej części będzie zbiorem fragmentów o charakterze autobiograficznym, a także fragmentów wspomnień przyjaciół Rafała Urbana. Może ten „zlepek” słów wypowiedzianych przez znajomych i samego pisarza, stworzy – może nie do końca prawdziwą, ale też nie fałszywą - wizję tego filozofa - ogrodnika z Głogówka.

Rafał Urban urodził się „...mianowicie siedem lat przed nastaniem XX wieku...”1, na Winiarach „... wsi podmiejskiej w powiecie prudnickim, do miasteczka Głogówka należącej...”2.

Do szkoły elementarnej, Urban uczęszczał w Głogówku. Natomiast do gimnazjów niemieckich uczęszczał w Gliwicach, Nysie i Prudniku, gdzie dopiero jako 21-letni młodzieniec zdał maturę. W czasie swej edukacji, bardzo wiele czytał, przysposabiając sobie ten nawyk. Jak po latach wspominał: „...czytałem każdą bądź książkę, w każdym znanym mi języku, tak długo, aż nie pochopiłem...” Tak więc poznał Woltera, Rousseu'a, Goethego, Sienkiewicza, którego „Quo vadis” przeczytał po francusku „...Wcale nie wiedziałem, że tę książkę jakiś kresowy rycerz polskości napisał. Czytałem ją jako francuską szkartekę, jako historię antyczną, antykwaryczną, bardzo od życia daleką, tłumaczoną z łaciny Seneki lub Petroniusza...”3

W czasie swego pobytu w gimnazjum nyskim, nawiązał przyjaźnie, dzięki którym poznał twórczość Przybyszewskiego, Żeromskiego, dzieła Engelsa, Fauerbacha i Darwina. W czasie jednej rewizji, ksiądz prefekt znalazł owe książki u Urbana, za co został on wydalony ze szkoły jako „czternastoletni anarchista”.

Po owym incydencie, Urban powędrował na Słowację, gdzie zatrudnił się u swego stryja przy wyrębie lasów. Dzięki przypadkowemu spotkaniu z księdzem Aleksandrem Skowrońskim, został przyjęty do gimnazjum, lecz tym razem w Prudniku, gdzie w końcu zdał egzamin dojrzałości.

W tym czasie wybuchła pierwsza wojna światowa i młody Urban wcielony został do wojska pruskiego. W czasie swej służby wojskowej, dostał się do niewoli angielskiej. Po wojnie wędrował po świecie, imając się różnych prac ogrodniczych i rolniczych, uczęszczając przy okazji na wykłady wielu renomowanych uczelni, takich jak Cambridge, Harward, czy Sorbona, gdzie słuchał wykładów Henryka Bergsona. Natomiast w Akademii Rolniczo - Leśnej w Monachium, nauczył się swego późniejszego zawodu.

Po wielu latach tułaczki po świecie, Urban powrócił do Głogówka w 1931 r. Objął gospodarstwo po ojcu i podobnie jak on stał się wielkim ogrodnikiem i sadownikiem. W jednej z rozmów z Tadeuszem Kijonką powiada: „...Sadownikiem zostałem dlatego, bo mam wrodzony, niezwykle wyostrzony zmysł smakowy i pamięć smakową. Pamiętam smak owocu sprzed paru lat i różnicę w smaku na przestrzeni tych lat. Kiedy pytają mnie biolodzy, gdzie są moje zapiski i chcą zobaczyć dokumentację moich doświadczeń, rozkładam ręce, tłumaczę, że nie prowadzę żadnej doku­mentacji.” Ponoć Urban wysunął wówczas koniuszek języka, dotkną go palcem i powiedział: „Tu jest moje laboratorium.”4

W tym czasie zajął się również pisarstwem, by jak sam twierdził spisać ginącą gwarę opolską. Wspomina, że już jako dziecko zafascynowany był różnorodnością gwar śląskich „...Bardzo już wtedy polubiłem pstrokatą i bogatą różnorodność gwar śląskich. Bo w naszej rodzinie każda osoba inną gwarą mówiła: ojciec półgóralską gwarą pszczyńsko - cieszyńską, matka najbardziej typową z gwar śląskich strzeleckiego powiatu. Babka była „septalocką” spod Opola, „maluchny” starzyk, ojciec mej matki, gwarą kozielską, Tereska gwarą bogumińsko - hulszczyńską, „sztubaki zaś przejściową gwarą polsko - morawską baborowskiej okolicy...”5

W 1948 r. w Nysie odbył się konkurs literacki, zorganizowany przez członków katowickiego czasopisma „Odra”. W owym konkursie, Rafał Urban otrzymał wyróżnienie za „Termin Nyski, czyli sterylizacja niewinnego baranka...”. „...Wystrzelił wtedy nagle zakrzepłą od czasów Reja i po swojemu przetworzoną, klarowną gwarą śląskiej prapolszczyzny, wysyłając na konkurs sztukę, która zdumiała wszyst­kich i zaskoczyła urzekającym pięknem i niezwykłością języka...”6

Od tej pory Rafał Urban systematycznie pisał do „Odry” katowickiej i wrocławskiej; „Kwartalnika Opolskiego”; „Kalendarza Opolskiego”. Publikował swe utwory na łamach „Poglądów katowickich”, „Życia Literackiego” i wielu innych.

W tym czasie nawiązał również znajomości i przyjaźnie ze światem literatów, do którego należeli wówczas min.: Gustaw Morcinek, Harry Duda, Tadeusz Soroczyński, Ryszard Hładko, Jarosław Iwaszkiewicz, Julian Przyboś, Jan Parandowski, a także Zofia Nałkowska, której poświęcił dwa ze swych opowiadań: „Dla Boskiej Sofii” i „Dla Boskiej Sofii pachnidła odrzańskie”. Przyjaźń Urbana z Nałkowską (która będąc wówczas posłem do Sejmu, zajmowała się spra­wami kultury na Śląsku Opolskim) przyniosła korzyści dla samego Głogówka. Pisze o tym we wspomnieniach o Rafale Urbanie, Tadeusz Soroczyński „...zabiegał...o swój Głogówek, swoją „małą Warszawę”, jak mało kto. Potrafił zapukać do odpowiednich drzwi i prosić o fundusze na ratowanie zabytkowych kamieniczek, piastowskiego zamku. Dzięki poparciu Zofii Nałkowskiej takie fundusze miasto otrzymało...”7

W wielu wspomnieniach przyjaciół, Rafał Urban występuje jako „Ojciec Rafał”. Był duszą każdego towarzystwa. Słynął z tego, że każde z nim spotkanie, pozostawiało wrażenie pewnej niezwykłości. Słynął z gawędziarstwa i humoru, którym obficie „okraszał” każde spotkanie. Był człowiekiem do którego lgnęli wszyscy, bez względu na wiek. Chociaż jak sam mówił, najbardziej lubił przebywać z młodymi. Często stawał się bohaterem obrazów młodych artystów opolskich, zwłaszcza Krzysztofa Buckiego i Henryka Rachfalskiego. Edward Stachura, którego - jak to nazwał jeden z przyjaciół Urbana - literacko „usynowił”, napisał po jego śmierci wiersz:

„Piosenka dla Rafała Urbana

Założę z każdym się Ojcze Rafale,
O piwo, wódkę, krew, życie zuchwałe,
Że sobie jesteś teraz w Śląskim raju
Doradcą ogrodnika w boskim gaju.

Usynowiłeś mnie, włóczęgę,
Niech ci tam przestrzennie będzie.
Tu, w tym Meksyku, w Monterrey,
Nostalgia mi za tobą wykrzywiła gębę,
Płaczę jak bóbr, lecz ty się śmiej!

Wspominam nasze dni, Ojcze Rafale,
Etymologię , śpiew i bumstararę,
I liczną a prześliczną kompaniję,
Herbatę z rumem oraz Potiszilem [...]”8

Ogromne zdolności gawędziarskie i bogaty język, przepełniony neologizmami gwarowymi, sprawiały, że Urban zawsze miał wielu słuchaczy. Najlepiej wspomina to, przyjaciel Ryszard Hładko: „...Rafał był wielkim samotnikiem, spragnionym ludzi. W swoich włóczęgach na stare lata z Głogówka do Krakowa, Opola i do Warszawy, najchętniej zatrzymywał się u przyjaciół. Nawet wtedy, gdy mógł skorzystać ze znacznie lepszych warunków kwaterowania, stwarzanych mu przez instytucje i organizacje, wolał na gorsze iść do Janka Goczoła, do Rachfalskiego lub do mnie. Szukał partnerów do rozmów, ściślej zaś - do słuchania, co zrozumiałem, kiedy wracając ze szczecińskiego Zjazdu Pisarzy przez całe dwanaście godzin do głosu mnie nie dopuścił. Miałem z nim zawsze nieco kłopotu, bo z łóżka nie chciał skorzystać i gdy umył nogi musiałem ścielić mu posłanie... na biurku. Nim się jednak położył, wiódł ze mną długie nocne rodaków rozmowy ...”9

„...Był przekorny we wszystkim, nawet we kształtowaniu swoich gustów estetycznych i upodobań, w swym poglądzie na sztukę, filozofię, historię i mody. Gdy większość ludzi z wiekiem kostnieje, utwierdza siebie w osiągniętym porządku rzeczy i przemyśleniom, on - ten Faust przeciwnie, im bardziej był przybity do łóżka, im większe brzemię zacności go przytaczało, tym się gwałtowniej odmładzał, rozhasywał, unowocześniał...”10

Pod koniec swego życia, Urban wiele czasu spędził w szpitalach i sanatoriach. „...Chorował na różne dolegliwości, ale nikt się nie spodziewał, że tak szybko odejdzie z tego świata. Przed odjazdem do Warszawy, w listach i kartkach, informował przyjaciół o dobrym samopoczuciu, o czekającej go operacji i twórczych planach. Zmarł po operacji, [...] 12 stycznia 1972 r. na oddziale onkologicznym w warszawskim szpitalu.[...] 17 stycznia 1972 r. w mroźny dzień pochowano Rafała Urbana na głogóweckim cmenterzu. Osierocił swoje Winiary i rozłożysty sad. Osierocił literackich kamratów. Pozostawił w żalu młodych adeptów pióra, w których gronie lubił przebywać i snuć długie monologi Dziada - Niewiada.

Pozostawił w żałobie swą najbliższą rodzinę i przyjaciół. Na wiadomość o śmierci Rafała Urbana, media zareagowały natychmiast: „...Już 16 stycznia 1972 r. odbiorcy radiowi usłyszeli 15-min. audycję zatytułowaną „Rafał Urban: Epitafium”, na którą składały się wypowiedzi członków opolskiego oddział ZLP. Jednakże najpiękniejszy hołd złożony Urbanowi stanowił utwór radiowy emitowany w miesiąc po śmierci (13 lutego 1973), Śląskiego Sokratesa zatytułowany „Sprawozdanie z pogrzebu pisarza” ...”12 W lutym 1978 r. odsłonięto popiersie Rafała Urbana, wykonane przez Adolfa Panitza. Jak to pisał Tadeusz Soroczyński „...by przypominał mieszkańcom Głogówka i licznym turystom, że żył tu, pracował, tworzył, nigdy nie wstydził się swoich Winiar. Z miłości do miejsca narodzenia zrodziły się u Rafała Urbana monologi, gawędy o rzeczy najdroższej, o swej ojcowiźnie.”13

Dzięki wielu wspomnieniom przyjaciół, poznałam jakim szacunkiem obdarzano Urbana i jak zabiegano o jego towarzystwo. Dla mnie Rafał Urban stał się wielkim orędownikiem Śląska i Głogówka, który fascynuje i zadziwia swoją biografią i twórczością.

„... I oto nadszedł czas, gdy obraz pisarza wyłania się także z jego dzieła jak z kamyków mozaiki...”14

 

Przypisy:

  • 1 R. Urban, Zielone lata śląskiego Miczurinowca (Janko Niemuzykalny), Pamiętniki Opolan, s.53
  • 2 R. Urban, Autobiografia, Pisma 2, Opole 1990, s. 29, 30
  • 3 R. Urban, Szkoła. Z zapisów nyskiego sztubaka, Pisma, Opole 1982, s. 44
  • 4 "Poglądy", 1963, nr.32
  • 5 R. Urban, Zielone..., op. cit., s. 53
  • 6 R. Hładko, Portrety Opolan, Wczoraj Dzisiaj Jutro, 2 (1972), s. 75
  • 7 T. Soroczyński, Ojciec Rafał, [w:]Rafał Urban człowiek i pisarz, Mate­riały sesji naukowej, Opole 14 grudnia 1994, Opole 1995, s. 33
  • 8 E. Stachura, Piosenka dla Rafała Urbana, [w:] Wiersze, poematy, pio­senki, przekłady, Warszawa 1982, s. 260
  • 9 R. Hładko, op. cit., s. 75 [?]
  • 10 Ibidem
  • 11 T. Soroczyński, op. cit., s. 32
  • 12 W. Olkusz, „Sprawozdanie z pogrzebu pisarza” - epitafium foniczne dla Śląskiego Sokratesa, [w:] Rafał Urban człowiek i pisarz, Materiały sesji naukowej, Opole 14 grudnia 1994, Opole 1995, s. 126
  • 13 T. Soroczyński, Rafał Urban, op. cit., s. 35
  • 14 B. Żurakowski, Barok i mit Rafała Urbana, "Opole", 8(1983), s. 12

Artykuł ukazal się w Roczniku Głogóweckim Portret 2000. Publikacja w Głogówek Online za zgodą Towarzystwa Miłośników Głogówka.