Głogówek Online
 
22 | 08 | 2017
Wspomnienia o moim Dziadku Julianie Drukuj
Historia - Sylwetki
Autor: Karolina Gerhofer-Osękowska   
Sobota, 06 Październik 2007 10:50

Zastanawiałam się długo nad tym, w jakiej formie napisać mam wspomnienia o moim Dziadku Julianie Osękowskim. Trudno jest wyrazić w paru zdaniach moje uczucia, oraz przywiązanie i smutek po jego odejściu.

Na prośbę moich znajomych z Głogówka, którzy tak wspaniale i wzruszająco przygotowali uroczystość żałobno – pożegnalną w kościele i zamku piszę to, co najbardziej utrwaliło mi się w pamięci po moim dziadku.

Pozostanie dla mnie człowiekiem wielkim, ale równocześnie skromnym, jakich mało w naszym dzisiejszym zagubionym, materialistycznym świecie. Podziwiałam go z różnych powodów, ale najbardziej fascynowała mnie właśnie jego postawa życiowa. Zawsze zadowolony z życia potrafił się cieszyć drobiazgami. W swoim pokoju pełnym książek, obrazów i pamiątek utrzymywał porządek połączony z gustem artysty, bo dziadek był dla mnie wielkim artystą. Każdą wolną, chwilę spędzał jak nie na czytaniu, pisaniu, to na malowaniu akwarelek z widokami Głogówka.

Jego skromność i życzliwość wobec znajomych mogłam zrozumieć dopiero jak dorosłam. Wiedziałam, dlaczego miał wokół siebie tylu życzliwych ludzi. Wszyscy go lubili i cenili, ale i on nie słyszałam ażeby mówił źle o innych. Bronił nawet głogóweckich “chuliganów”, mówiąc, że to w gruncie rzeczy poczciwi ludzie, tylko przez swoja sytuację życiowa zboczyli z “prostej drogi”.

Widzę go zawsze uśmiechniętego, elegancko zdejmującego kapelusz prawie przed każdym spotkanym przechodniem, bo znał prawie wszystkich mieszkańców Głogówka, a oni jego. Lubiłam bardzo słuchać jego opowieści. Kiedy byłam mniejsza, fascynowały mnie bajki o wilkach. Dziadek opowiadał tak obrazowo, że słuchałam z szeroko otwartymi oczyma zjadając do końca kolacje i wypijając duszkiem mleko, ażeby przypadkiem mi się nie przyśniły. Jak podrosłam i zaczęła interesować mnie historia wzruszałam się relacjami o ciężkich przeżyciach wojennych. Była to zawsze żywa lekcja historii dla mnie, przedstawiona obiektywnie, bez nienawiści.

Byłam dumna, kiedy jeszcze parę miesięcy przed swoją śmiercią, wygłosił przemówienie przed prezydentem na dawnym polu bitwy pod Częstochową. Wezwał w nim Polaków i Niemców, którzy przybyli także na tę uroczystość 60 – lecia bitwy pod Mokrą do pojednania rzucając hasło: “Podajcie sobie ręce wszystkie świata narody”.

Wspominam wspólne spacery po parku głogóweckim. Dziadek opowiadał mi podczas nich historie zamku, ostrzegając równocześnie, żebym nie biegała z dziećmi po jego walących się salach, nie zbliżała się do stawu i w ogóle najlepiej bawiła się tylko w zasięgu jego oka przed blokiem. Przyjeżdżając z dużego miasta nie mogłam zrozumieć, ze czyha tu tyle “niebezpieczeństw”. Uważałam, że Głogówek jest najbezpieczniejszym miejscem na ziemi i w końcu mogę poruszać się z rówieśnikami sama bez kontroli rodziców. Nie chciałam Dziadzia niepokoić i nigdy mu się nie przyznałam, że ciekawość u mnie przezwyciężyła i zwiedziłam cały zamek w środku nawet z lochami, ślizgałam się po zamarzniętym stawie i biegałam po Olszynce. Taki był już mój Dziadek – czasem do przesady ostrożny i czuł się odpowiedzialny za wszystkich, którzy go odwiedzali zwłaszcza za swoje wnuki. Lubiłam przysłuchiwać się, dyskusjom szczególnie politycznym pomiędzy moimi dziadkami, sąsiadami czy znajomymi, którzy często wpadali na pogawędkę przy herbacie. Wieczorne rozmowy w kuchni trwały często bardzo długo. Jeżeli Dziadek miał inne zdanie od Babci i ode mnie, nie kłócił się z nami, wolał machnąć ręka pokiwać głową i odejść do swojego pokoju, gdzie siadał przy biurku i zajmował się swoimi sprawami. W tych momentach trudno mi było wyobrazić sobie go jako nauczyciela, który przecież musi czasami zdenerwować się na swoich uczniów.

Pamiętam jak z wielką cierpliwością uczył mnie malować kwiatki, które kochał w każdej postaci, pokazywał albumy wpajając wrażliwość na piękno. Moim marzeniem było tak umieć kaligrafować jak Dziadek to potrafił, niestety dużo mi do tego jeszcze brakuje.

Dzisiaj, kiedy przyjeżdżam do Głogówka wspominam wszystkie chwile spędzone tutaj razem z moim Dziadkiem. Jego biurko, przy którym spędzał większość dnia sprawia wrażenie, że wyszedł tylko na chwilę, na krótki spacer po parku lub po rynku i zaraz wróci a wtedy pogłaszcze mnie po głowie, tak jak zawsze, ciesząc się moją obecnością i wizytą w jego ukochanym Głogówku.

Tekst został opublikowany w Roczniku Głogóweckim 2001. Publikacja w Głogówek Online za zgodą TMG .    

Zmieniony: Wtorek, 17 Marzec 2009 23:28