Głogówek Online
 
27 | 04 | 2017
Wiosenny spacer, "Amerykan" i przebiśniegi Drukuj
Historia - Wspomnienia
Autor: Henryka Młynarska   
Wtorek, 04 Wrzesień 2007 09:48

Młyn Amerykan, zdj. St. Młynarski
Piękna, wiosenna pogoda wyciągnęła mnie z domu w niedzielny poranek. Postanowiłam wraz z mężem odwiedzić „Amerykana”. Szczególne miejsce w gminie Strzeleczki niedaleko Pisarzowic. Jadąc na miejsce zabłoconymi jeszcze ścieżkami spotykamy wielu ludzi, którzy, tak jak my, chcą przywitać wiosnę i cieszyć się jej urokiem. Już z daleka zza drzew dostrzegamy fragmenty wielkich budowli. Bez okien, z postrzępionymi murami i rosnącymi na ich dachach małymi drzewkami. Pośród nich krążą spacerowicze. Ktoś robi dziecku pamiątkowe zdjęcie na tle ruin.

- Idziecie zobaczyć śnieżyczki? – pyta pewna starsza pani, która wraz z mężem wyprzedza nas na rowerach. - Co tu kiedyś było? Wiecie to? – pyta i nie czekając na odpowiedź pospiesza za mężem.

Młyn Amerykan, zdj. St. Młynarski
I tu przypominam sobie, że przecież jeszcze w czasach dzieciństwa z rówieśnikami jechaliśmy z Głogówka w to miejsce, które o tej porze roku witało nas dywanami małych, białych kwiatuszków. Przypominam sobie też, co o „Amerykanie” opowiadała mi oma. Że należał do wdowy, hrabiny von Oppersdorff, (ale dopiero od początku XIX w.), że był tu wodny młyn na rzece Osobłodze. W tym młynie zastosowano amerykańską turbinę i stąd taka nazwa miejsca, które nazywano również Chmielnikiem. Dziś o dawnej jego świetności przypominają jedynie ruiny zabudowań folwarcznych. Na murach napisy ostrzegające o możliwości zawalenia się budowli. W ich wnętrzach samotne belki stropowe, dźwigary, mnóstwo butwiejących desek… Żal ściska serce, że tak piękne miejsce doprowadzono do tak smutnego stanu. Pamiętam, ze kiedyś były tutaj magazyny. Ktoś dorzuca, że chyba jakiś spichlerz. Przez głowę przelatują mi myśli, co można by tutaj urządzić, gdyby znalazły się pieniądze na zagospodarowanie terenu oddalonego od ludzkich siedzib i pięknie osadzonego wśród pól nad Osobłogą. Zapominam o tych myślach, gdy przechadzam się ścieżką wśród śnieżyczek.

- W maju rośnie tu mnóstwo konwalii! Przyjedźcie se! – woła inny rowerzysta, który wyraźnie się dokądś śpieszy.

Uświadamiam sobie, że to już pora obiadu i należałoby wracać do domu. Niechętnie z ociąganiem się idziemy w stronę, z której przybyliśmy. Słońce przygrzewa, rzeka leniwie płynie i tylko chłodny wiaterek przypomina, że na prawdziwą wiosnę jeszcze czas. Postanawiam, że odwiedzę to miejsce z moimi uczniami. Opowiem o tym, co tutaj się znajdowało, chociaż w literaturze śladów po „Amerykanie” jest niewiele. Powiem też, że i przebiśniegi, i konwalie, i kruszyna, które tutaj tak obficie rosną są gatunkami prawnie chronionymi i możemy je jedynie podziwiać…
Zmieniony: Sobota, 29 Listopad 2008 22:08