Głogówek Online
 
12 | 12 | 2017
Diabelski woźnica Drukuj
Historia - Legendy
Autor: Henryka Młynarska   
Niedziela, 22 Lipiec 2007 14:01

Przed wielu, wielu laty w północnej części naszego miasta, tam gdzie rzeka Osobłoga płynie i rozciąga się Olszynka, znajdował się wielki zamek. Panem jego był hrabia bardzo władczy, którego poddani ciężko pracowali w polu, w lesie i na łąkach. Zapłata ich była marna, mało tego - hrabia okrutnie i bezlitośnie traktował swoich poddanych. Wszyscy się go bali, szczególnie jego złych humorów i zachcianek.

Pewnego jesiennego dnia, kiedy to bociany odleciały już do ciepłych krajów, hrabia wybrał się na polowanie. Wściekły i rozczarowany, bo nic tego dnia nie upolował, położył się pod dębem, aby trochę odpocząć. Kiedy tylko zamknął oczy, na twarz spadł mu żołądź. Rozgniewany pan poderwał się i swoją złość wyładował na bogu ducha winnym drzewie,  łamiąc jego  gałęzie.  Dostało się też nieźle i psom, jego psom, które bardziej kochał niż ludzi.

Nagle usłyszał czyjś śmiech. Energicznie się odwrócił, ale w pobliżu nikogo nie zauważył. Gdzieś w oddali rolnik  ze swoim synem  orali pole. Hrabia przywołał ich do siebie. Złość podsunęła mu myśl,  że to oni się z niego śmiali. Wściekły na wszystko przemówił do chłopa: „To do ciebie należy to drzewo! Zanim słońce zajdzie, przywieziesz mi je na mój dziedziniec zamkowy. Jeśli tego nie uczynisz , stracisz swój majątek i życie.” Powiedziawszy to i nieco sobie ulżywszy odjechał, odjechał.

Biedny rolnik  skamieniał ze strachu i bezradności. Oparł się o potężne drzewo i mówił do siebie:” Cóż pocznę , czasu niewiele, niemożliwe jest ścięcie tego pięknego drzewa... Będę musiał umrzeć. Co stanie się z moją żoną i dziećmi? Chyba oszaleję!!!”

Gdy tak rozpaczał , stanął przed nim wysoki mężczyzna o  bardzo dziwnym wyglądzie... przyjaźnie spojrzał na zmartwionego i powiedział:” Nie płacz, pomogę ci, wracaj spokojnie na swoje pole . Sam zetnę drzewo, tylko pożycz mi swoją furę”. Rolnik zgodził się. Kiedy wracał na pole poczuł, że ziemia zaczęła się trząść, z niepokojem odwrócił się i zobaczył, że   jakieś „niewidzialne ręce” zaczęły wykopywać korzenie olbrzymiego dębu. Nie trwało to długo,  kiedy dumne drzewo ciężko zwaliło się na ziemię. Nieznajomy bez większego wysiłku przeniósł je na wóz, który ciągnęły  niewidzialne duchy. Jak ogromny pług drzewo zostawiało po sobie zorane bruzdy ziemi. Kiedy dotarło na dziedziniec zamku, burzyło mury, bramy, stodoły hrabiego.. Został się tylko dom pana. Ten niecodzienny woźnica zeskoczył z fury, kazał wołać hrabiego grożąc, że jeśli się ten nie zjawi  to dąb sam do zamku wejdzie. Z nieopisaną trwogą w drzwiach stanął hrabia. Nieznajomy woźnica grzmiącym głosem powiedział:” Zobacz oto jest drzewo, którego zapragnąłeś. Ciekawy zapewne jesteś, jakież to konie przywlokły je. Otwórz szeroko oczy i przyjrzyj się. kto tego dokonał”. W tym samym momencie hrabia o kamiennym sercu ujrzał, jak z nocnej mgły wyłaniają się ludzkie postacie, oblane potem, ze skrwawionymi rękami. Pan zaczął się wycofywać. Woźnica zatrzymał go jednak i zawołał:  "Nie uciekniesz przeznaczeniu, przyjrzyj się im dokładnie. Poznajesz?” Zszokowany hrabia rozpoznał swego ojca matkę dziadka i innych krewnych :”Ty też kiedyś będziesz takim koniem!” po tych słowach hrabia zemdlał. Kiedy oprzytomniał  był sam. Diabelski woźnica i zjawy zniknęły. Dach jego zamku był zniszczony. Zawołał swoich ludzi i kazał im pociąć olbrzymie drzewo . Żadna siekiera nie była jednak w stanie naruszyć choćby ogromnego, dębowego pnia. Przy zetknięciu się z drzewem tryskał z niego ogień.

Wieczorem kiedy biedny rolnik wrócił do swojej chaty , znalazł na stole 4 duże żytnie bochny chleba. Od tej pory nigdzie nie zaznał biedy.

Zmieniony: Niedziela, 22 Lipiec 2007 14:11