Głogówek Online
 
24 | 04 | 2017
O wielkim rycerzu Jerzym, który nauczył sie pokory Drukuj
Historia - Legendy
Autor: Barbara Przybylska   
Sobota, 06 Październik 2007 21:58
Matka Boska Loretańska, rys. dostarczył St. Młynarski

Mieszkał niegdyś na głogóweckim zamku zły i okrutny rycerz Jerzy, nazywany Wielkim. Mimo, że był bardzo bogaty, gnębił swoich poddanych podatkami i ciężką pracą. Butny i pyszny wierzył, że osiągnie wszystko co zechce, a bogactwo zapewni mu wspaniałe i szczęśliwe życie. Ożenił się z piękną  hrabianką Benigną, która dała mu liczne potomstwo.Niestety łaskawy los odwrócił od niego. Jego najukochańsza żona zmarła pogrążając go w wielkiej rozpaczy. Obudziły się w nim uczucia, których dotąd nie znał – ból i smutek. Z żalu zaczął pisać żałobne wiersze, ku czci swojej małżonki, ale życia jej tym przywrócić nie mógł.

Postanowił więc wyruszyć w świat w poszukiwaniu utraconego szczęścia. Wiele krajów zwiedził, na wielu zamkach i warowniach przebywał, a wszędzie był przyjmowany z należnym szacunkiem i honorem. Szczęścia tam jednak nie odnalazł. Ludzie bawili się i ucztowali, a rycerz nie znalazł nikogo, kto zrozumiałby jego uczucia.

- Nie martw się, zapomnij, życie toczy się dalej – słyszał zewsząd „dobre rady”. Wrócił tedy przygnębiony do swego zamku w Głogówku, a smutki zaczął topić w  winie…

Pewnego dnia, kiedy oszołomiony trunkami schodził ze schodów, zatoczył się i upadł wprost pod nogi starego zakonnika. Ten pomógł mu wstać i podtrzymując, zaprowadził do komnaty. Kiedy hrabia doszedł do siebie, zaczął rozglądać się dookoła.

- Gdzie ja jestem?

- To jest Twoja Panie biblioteka. A ja jestem jej opiekunem.

- Dawno tu nie byłem, nie znajdowałem czasu, jestem ostatnio taki.., taki….. – zaczął Jerzy ze smutkiem w głosie.

- Zrozpaczony – dokończył za niego zakonnik. Zdziwił się rycerz, że ten prosty człowiek odczytał to, czego nie zauważali wielcy tego świata - książęta, hrabiowie, baronowie...

- Musisz być mądrym człowiekiem. Powiedz mi tedy, dlaczego Bóg mnie tak pokarał? Niegdyś byłem szczęśliwym człowiekiem, a teraz błąkam się po świecie pogrążony w rozpaczy.

- Wszystko, co stało się w twoim życiu, ma swój cel. – odrzekł odważnie zakonnik.

- Jaki może mieć cel śmierć mojej żony! – oburzył się Jerzy.

- A choćby taki, że znalazłeś drogę do biblioteki i słuchasz mnie, zwykłego człowieka. Może zwrócisz się Panie po odpowiedź do Boga?

- Zanadto jesteś zuchwały. Kiedyś za taką odpowiedź mógłbym cię kazać obić batogiem. Ale teraz… Nie wiem już co mam robić…- hrabia skulił się na krześle jak dziecko.

- Jeśli mi pomożesz, obdaruję cię bogactwem o jakim ci się nie śniło.

- Nie dbam o nie - odpowiedział spokojnie zakonnik - jestem najszczęśliwszy wśród tych książek, a pomóc mogę Ci Panie z serca, a nie dla pieniędzy..

Odtąd hrabia zwykł spędzać wieczory w bibliotece. Do późna czytał książki i rozmawiał z zakonnikiem. Z zamku nie mógł wychodzić, bo za jego murami dżuma dziesiątkowała mieszkańców Głogówka. Jerzy zwany Wielkim zaczął przejmować się losem tych ludzi, którym plaga zabrała bliskich – już wiedział co czują i cierpiał wraz z nimi. Bardzo chciał pomóc im odwrócić zły los, zaczął więc głęboko i żarliwie się modlić. Pewnego wieczoru, kiedy przeglądał starą i pięknie zdobioną księgę, wypadło z niej kilka luźnych pergaminów, na których były dziwne rysunki.

- Cóż to jest? – zapytał zatopionego w czytaniu biblii zakonnika.

- Księgę tą zostawił Panie pewien podróżnik z Włoch, którego dżuma dosięgła w Głogówku. Te rysunki przedstawiają dom z Loreto we Włoszech, w którym urodziła się Maryja  i Grób Pański z Jerozolimy.- To znak! – wykrzyknął hrabia oświecony nowym pomysłem. - Postawię w Głogówku takie budowle. Ludzie będą mogli tam zanosić prośby do Boga i Najświętszej Panienki, znajdować  pociechę i…  odpowiedzi na pytania. Kiedy dżuma ustąpiła, hrabia rozpoczął budowę Domku Loretańskiego. Zatrudnił najlepszych mistrzów w swoim fachu, aby dobrze mogli odczytać znalezione cudem rysunki. Przebył nawet długą drogę do Włoch, aby sprawdzić dokładne wymiary domku Maryi w Loreto. Cztery lata później w jego ogrodzie stanęła także dokładna kopia Grobu Pańskiego z Jerozolimy.

Odtąd Jerzy często je odwiedzał. Znalazł tam spokój i ukojenie, jakby pomagała mu w tym jakaś tajemnicza siła. Jego poddani zobaczyli, jak bardzo się zmienił. Nauczył się pokory i przejmował się ich życiem tak, jakby byli mu bardzo bliscy. Niedługo potem los wynagrodził mu jego przemianę - spotkało go wielkie szczęście. Ożenił się po raz wtóry i pokochał swą drugą małżonkę, chociaż nie wierzył, że jeszcze kiedyś dane mu będzie takie uczucie. Kiedy urodziły się dzieci,  przyjął je z wdzięcznością jak dar Boży.

Aby uczcić pamięć tych wszystkich, którzy stracili życie w czasie dżumy, ufundował hrabia dzwon, który zawisł na wieży głogóweckiego klasztoru. Dziwnym zbiegiem okoliczności dzwon ten bił w godzinę jego śmierci. Od tego zdarzenia nazwano go „Dzwonem Ósmej Godziny”. W swoim testamencie wielki rycerz Jan Jerzy III  Oppersdorf prosił, aby pochowano go w prostym żebraczym stroju, a dwunastu najbiedniejszych głogówczan niosło jego mary na nieheblowanej desce z zamku do kaplicy w kościele św. Bartłomieja. „Dzwon Ósmej Godziny” do dzisiaj bije w Głogówku - codziennie w godzinę śmierci hrabiego, a w Domku Loretańskim i Grobie Pańskim, nadal jest tajemnicza, dobra energia, która pomaga ukoić smutki i cierpienie…

Zmieniony: Sobota, 29 Listopad 2008 22:06