Głogówek Online
 
22 | 09 | 2017
Wszędzie można być szczęśliwym… Drukuj
Ziemia Głogówecka - Artykuły i Felietony
Autor: Małgorzata Wójcicka-Rosińska   
Poniedziałek, 05 Maj 2014 07:32

Kasia i Dan Peart, zdj. M. Wójcicka-RosińskaWywiad z Danem i Katarzyną Peart. Dan jest Anglikiem, który wraz z żoną – głogówczanką postanowił zamieszkać w Głogówku.

MWR: Jak to się stało, że zamieszkaliście właśnie w Głogówku?

KP: Jeszcze rok temu nie przypuszczaliśmy, że tu zamieszkamy. W czerwcu 2013 r. przyjechaliśmy do moich rodziców na urlop. Byłam wtedy w ciąży. Ktoś z rodziny rzucił luźną propozycję, abyśmy zamieszkali tutaj, w Głogówku. Najpierw wydawało się to nierealne, powoli jednak zaczęliśmy się zastanawiać nad taką możliwością. Nigdy nie chciałam zmuszać męża, aby przyjechał ze mną na stałe do Polski. Tak się ułożyło nasze życie…

MWR: Całe życie mieszkał Pan w Londynie, teraz zamieszkaliście w małym mieście…

DP: Nasze życie bardzo się zmieniło, odkąd mamy córeczkę. Teraz wszystko uległo zmianie. Postanowiliśmy spróbować żyć tutaj, w Polsce. Moi rodzice wyjechali z Londynu do Francji, brat przeniósł się do Australii, w Londynie została tylko siostra. Było mi łatwiej wyjechać z Londynu, bo nie mam tam już zbyt wielu krewnych. Tutaj jest rodzina mojej żony, jej rodzice, rodzeństwo, kuzyni. Życie w Głogówku bardzo mi się podoba. Wszędzie jest blisko. Mam swój ulubiony sklep, swoją kawiarenkę. Kiedy idziemy na spacer, spotykamy znajomych, poznaję też wielu miłych ludzi. Małe miasto pozwala poczuć się jego częścią. W Londynie żyje się zupełnie inaczej, nie spotykam tam znajomych na ulicy… Oczywiście lubię i Londyn, i Głogówek. Tak naprawdę nie ma znaczenia, gdzie się jest. Mam swoją rodzinę i jestem z nią szczęśliwy. Tutaj jednak żyje się spokojniej, bezpieczniej. W Londynie pewnie bałbym się o bezpieczeństwo mojej żony i córeczki.

MWR: Prowadzicie w Głogówku sklep z nową, markową odzieżą z Anglii. Czy w Londynie pracował Pan w podobnej branży?

DP: Nie, nigdy nie zajmowałem się zawodowo modą. Przywiązuję jednak duże znaczenie do swojego ubioru, pomagałem też żonie przy zakupach. Lubię jej doradzać, w jakim ubiorze dobrze wygląda. Teraz pomagam też naszym klientkom.

MWR: Jak odbiera Pan Polaków? Jacy jesteśmy wg Pana?

DP: Przede wszystkim bardzo gościnni. Gdy idziemy do kogoś w odwiedziny nigdy nie trwa to chwilę. Zawsze jest poczęstunek, kawa, ciasto. Dlatego też obawiam się o swoją wagę… Jest to bardzo miłe, każdy stara się bym czuł się jak u siebie w domu.

Wydaje mi się, że często macie dystans do nieznajomych osób. Staram się nawiązywać rozmowę z klientkami, ale druga strona jest czasem trochę nieufna. Zapewne znaczenie ma tu czasem bariera językowa, ale staram się uczyć języka polskiego. Chociaż jest wiele osób, które przychodzą do mnie do sklepu, aby porozmawiać, niekoniecznie mówią po angielsku, ale mimo to nawiązują rozmowę. Jest to bardzo miłe.

MWR: Jak podobały się Panu polskie święta Bożego Narodzenia?

KP: Raz już byliśmy tutaj na święta. Teraz były to więc nasze drugie wspólne święta Bożego Narodzenia w Polsce. Obchodziliśmy je i po polsku, i po angielsku. W Polsce największą wagę przywiązujemy do wigilii, w Anglii - do pierwszego dnia świąt. Udało nam się połączyć te dwie tradycje. Obchodziliśmy wigilię po polsku, a pierwszy dzień świąt po angielsku, aby mężowi nie było smutno. W pierwszy dzień świąt był więc podany indyk i inne typowe angielskie potrawy.

DP: Jest też taka różnica, że w Anglii otwiera się prezenty pierwszego dnia Bożego Narodzenia rano, w Polsce w wigilię. Ciekawe, jak będzie w wypadku naszej córki, Natalii? Na razie jest malutka, ale za rok, dwa lata już będzie pewnie sama otwierać prezenty…

MWR: Czy Pana rodzice byli już w Głogówku z wizytą?

DP: Tak, byli już u nas dwa razy. Moja mama ma polskie korzenie, jej rodzice wyjechali z Polski do Anglii w czasie wojny. Poznali się już w Anglii, ona i jej siostra urodziły się w Anglii, ale mówią po polsku. Moi polscy dziadkowie już nie żyją. Polska jest dla mojej mamy krajem znanym z opowiadań rodziców, ma duży sentyment do Polski. Teraz, kiedy nas odwiedza, przypomina sobie tradycyjną kuchnię polską, która jej bardzo smakuje. Odżywają wspomnienia z dzieciństwa, związane z rodzicami, których już nie ma. Są to dla niej bardzo wzruszające chwile…

MWR: Jak zareagowali Pana rodzice na informację, że spotyka się Pan z Polką?

DP: Byli zaskoczeni, bardzo pozytywnie zareagowali. Losy naszej rodziny zatoczyły koło, można to tłumaczyć przeznaczeniem. Tak jest moim zdaniem, to przeznaczenie!

MWR: Bierzecie pod uwagę powrót do Londynu?

KP: Jestem na urlopie macierzyńskim, po nim mogę wrócić do pracy w Londynie. Dan ma także taką możliwość. Może wrócić do poprzedniej pracy, jeśli nam się nie uda ułożyć sobie życia w Głogówku. Byłoby mi jednak ciężko po raz drugi wyjechać z Polski i opuszczać rodzinę, szczególnie teraz kiedy mamy córeczkę. Zobaczymy co przyniesie czas.

MWR: Życzę zatem, aby wszystko potoczyło się po Waszej myśli!

Artykuł ukazał się w lutowym (2014) wydaniu Życia Głogówka

Zmieniony: Poniedziałek, 05 Maj 2014 08:00
 
Podobne artykuły: