Głogówek Online
 
23 | 04 | 2017
Rzecz o organach, czyli sami nie wiemy, co posiadamy Drukuj
Ziemia Głogówecka - Artykuły i Felietony
Autor: o. Paweł K. Solecki   
Niedziela, 16 Luty 2014 14:13

Od najdawniejszych czasów człowiekowi towarzyszy muzyka. Niewiele można powiedzieć o jej początkach. W różnym czasie różne przyjmowała formy: od prostych form rytmicznych do bogatej melodyki polifonicznej. Szybko okazało się, że dla tworzenia muzyki wielką pomocą mogą służyć przedmioty wydające dźwięki, a więc instrumenty muzyczne. Te także zmieniały się stosownie do zmieniających się zwyczajów muzycznych. Bardzo szybko okazało się, że muzyka stanowi dla człowieka doskonały środek dla wyrażania jego uczuć i wrażliwości.

Mało kto jednak wie, że instrument, o którym będzie mowa, ma tak dawną i bogatą historię. A mowa będzie o takim, któremu tradycja dała przydomek króla instrumentów. Oczywiście chodzi o organy.

Instrument ten bierze swoje początki z dalekiej Aleksandrii, skąd szybko zawędrował do Bizancjum. Jednakże kultura muzyczna wschodu, która większy nacisk nakładała na stronę wokalną, nie sprzyjała jego rozwojowi. Ich prawdopodobnemu twórcy Klesibiosowi na pewno nie marzyły się bogato zdobione prospekty organów z europejskich stolic, gdy w III w. przed Chrystusem tworzył swój hydrauliczny aerofon, w którym powietrze do piszczałek dostawało się w wyniku tłoczenia wody z jednego zbiornika do drugiego. Sam instrument posiadał wówczas jedną klawiaturę, a funkcję klawiszy spełniały specjalne dźwignie. Oczywiście był to instrument jednogłosowy i zupełnie nie przypominał dzisiejszych instrumentów.

Przeniknięcie organów do Rzymu, zastąpienie słupa wody miechem powietrznym (IV w.) i wprowadzenie ich do akompaniamentu przy śpiewach liturgicznych w Kościele katolickim (VIII w) na trwałe zaszczepiły je w naszej europejskiej kulturze. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że początek średniowiecza nie sprzyjał rozwojowi zarówno samego instrumentu, jak i muzyki organowej, która pełniła funkcję pomocniczą w liturgii Kościoła służąc podtrzymaniu śpiewu. Pomimo technocznych udoskonaleń w budowie i mechanice organy nadal nie posiadały więcej jak jedną małą klawiaturę i kilkanaście piszczałek zebranych w jeden głos. Dopiero wiek XII dokonał zróżnicowania piszczałek organowych na poszczególne głosy, a kolejne stulecia ubogacały ich skalę i brzmienie osiągając niepowtarzalny rozwój w dobie baroku. Wtedy to zaczęły powstawać największe i najpiękniejsze dzieła organowe, by wspomnieć tu przynajmniej te napisane przez Jana Sebastiana Bacha. Dalsze lata przyniosły co prawda udoskonalenia techniczne, jak chociażby zastąpienie mechanicznych urządzeń, które za pomocą systemu dźwigni i łączników otwierały dopływ powietrza do konkretnych piszczałek i pozwalały na tworzenie rozmaitych kombinacji dźwięków i głosów, urządzeniami pneumatycznymi, w których powyższe funkcje przejął system wentyli. Ostatnie stulecie przyczyniło się do zastosowania prądu elektrycznego do wytwarzania ciśnienia powietrza i wspomagania innych funkcji instrumentu. I chociaż ostatnie lata mogą poszczycić się ogromnym postępem technocznym i rozwojem elektroniki wraz z jej zastosowaniem do tworzenia instrumentów muzycznych, nie ma wątpliwości, że najdoskonalsze nawet organy elektroniczne, doskonale naśladujące brzmienie klasycznych, są tylko imitacją piszczałkowego instrumentu, którego niepowtarzalność bierze się ze sposobu artykulacji dźwięków, ich na sposób orkiestry wzajemnego łączenia się w akustycznym pomieszczeniu, a nie we wnętrzu elektronicznego wzmacniacza czy miksera.

Druga połowa średniowiecza i następne stulecia przyczyniły się do intensywniejszego rozwoju sztuki budowy organów i muzyki organowej. Co prawda dziś już nikogo nie dziwi obecność tego instrumentu w filharmoniach i w salach koncertowych, ale przecież jeszcze w ubiegłym stuleciu organy były utożsamiane z kościołem i jego liturgią. Gdyby tak zatrzymać się na głogóweckim rynku i popatrzeć na znajdujące się po obu jego stronach kościoły, których korzenie sięgają wieku XIII, rodzi się pytanie: a jak z tymi organami było u nas? Wiadomo, że obecna fara była kiedyś kolegiatą, a więc kościołem o szczególnym znaczeniu, przy którym rezydowała kapituła kolegiacka, należy więc sądzić, że sprawowana tu liturgia była ubogacana śpiewem. Nie wiemy jednak, kiedy powstały tu pierwsze organy. Henryk Sienkiewicz kreśląc na kartach „Potopu” literacki obraz obecności w Głogówku króla Jana Kazimierza i opisując moment modlitwy króla w kościele, tak pisze: „Szary i śnieżny zimowy ranek zaledwie rozproszył ciemności. Miasto jeszcze spało, ale przez drzwi kościoła widać już było światło w ołtarzu i głosy organów”1. Wiemy, że to tylko wizja wielkiego pisarza, ale w ustach tak doskonałego znawcy tamtych czasów brzmi bardzo prawdopodobnie. Natomiast wiadomo na pewno, że w 1680 r. znajdowały się w farze dwa instrumenty: większy na chórze organowym i pozytyw (małe organy) obok stalli kanoników2. Obecne, duże, 3 manuały z pedałem i 39 głosów liczące organy w kościele parafialnym pochodzą z lat dwudziestych XX wieku i zostały wykonane w pracowni Berschdorfa z Nysy.

Nieco więcej możemy powiedzieć o organach w kościele franciszkańskim. Podobnie jak o kościele parafialnym, tak i o klasztornym niewiele można powiedzieć, gdy chodzi o czasy średniowiecza. Wiadomo, że Franciszkanie zgodnie z wolą swego Ojca Św. Franciszka, byli nośnikami rzymskiej tradycji liturgicznej, której istotnym elementem był śpiew jednogłosowy, rwany gregoriańskim. Czy z czasem posługiwali się jakimś instrumentem - trudno dziś powiedzieć. Wiadomo, że 4 listopada 1644 r. hrabia Jerzy III Oppersdorff wystawił dokument, na mocy którego przekazał Franciszkanom kościół z Domkiem Loretańskim, który wyposażył w naczynia i paramenty liturgczne i do którego darował też „mały organ” (zapewne pozytyw)3. Zapewne uległ on zniszczeniu podczas pożaru w 1765 roku. Kolejne organy powstały ok. 1780 roku. Umieszczono je wówczas na zachowanym do dziś chórze muzycznym, umieszczonym na szeroko rozpiętej arkadzie. Był to mechaniczny instrument, z którego do dnia dzisiejszego zachował się dwudzielny rokokowy prospekt, czyli ta ozdobna część organów z umieszczonymi na zewnątrz piszczałkami, którą możemy podziwiać do dnia dzisiejszego na chórze franciszkańskiego kościoła. Prospekt ten umieszczony pod lożą kolatorską z umieszczonym na niej herbem Oppersdorffów rozszerzając się na boki tworzy dla niej niejako kulisy. Sądząc po stylu jest bardzo prawdopodobne, że projektodawcą wspomnianego prospektu był J. Schubert, który wraz z F. A. Sebastinim przyczynił się do dekoracji wnętrza kościoła po pożarze. Kto wie, czy goszczący u Oppersdorffów w 1809 r. genialny Ludwig van Beethoven nie grał na tym instrumencie, skoro kościół klasztorny był wprost połączony z zamkiem?

W połowie lat dwudziestych bieżącego stulecia dokonano przebudowy organów. Zgodnie z panującą wówczas modą zamieniono mechaniczną trakturę na pneumatyczną, co z kolei wiązało się z potrzebą wysunięcia rokokowego prospektu do przodu i niewielkiego uniesienia go do góry. Wtedy to także umieszczono stół gry na środku chóru, wcześniej bowiem był wbudowany w szafę prospektową. Instrument został wykonany w pracowni Berschdorfa z Nysy. Zawiera on obecnie dwa manuały, czyli klawiatury ręcznie liczące po cztery i pół oktawy oraz klawiaturę nożną czyli pedał liczący dwie i pół oktawy. Na uwagę zasługują zestawienia głosów, których w obecnych organach jest 25. Pierwszy manuał posiada brzmienie barokowe, natomiast drugi - romantyczne.

Obecnie wspomniane organy wymagają pilnie kapitalnego remontu i przeprowadzenia prac konserwatorskich. Jednakże przeprowadzone ostatnio bieżące naprawy pozwalają usłyszeć jego ciekawe brzmienie. Dlatego kończąc ten artykuł pragnę zaprosić Czytelników na koncerty, które odbywają się często w kościele oo. Franciszkanów w Głogówku.

Przypisy:

1H. Sienkiewicz, Potop, T. II, rozdz. XXI

2 pod, za: St. Karwowski, Beziehungen der R. v. Oppersdorff, 1893

5 ibidem

Artykuł ukazał się w roczniku głogóweckim Portret 2000. Publikacja w Głogówek Online za zgodą Towarzystwa Miłośników Głogówka.

Zmieniony: Niedziela, 16 Luty 2014 14:18
 
Podobne artykuły: